wtorek, 13 stycznia 2015

aktualności

wyspać się, czy zmęczyć na zumbie?
wciskać w siebie wychładzającą organizm zieleninę i poczytać książkę, czy zapchać się kanapką i latać ze ścierą po domu?
warczeć na domowników, czy olać domowników?

wyborny wybór, prawda?

nie odczułam bożonarodzeniowego przejedzenia, bo i nie kojarzę świąt z gniciem przy stole, ale okołosylwestrowy wypad dał mi się we znaki. nie pomogło zajadanie wszystkiego chlorellą (jakby mogła stanowić antidotum na przesyt), ani noworoczne wygibasy.

zumba
zazwyczaj o tej porze, najpóźniej w połowie stycznia na ulicach leżał już śnieg. dzięki niemu nawet, jeśli w jakiś zupełnie nierealny (serio) sposób przybyło tu i ówdzie ciała, światło odbite od białej powierzchni pomagało szerzej otworzyć oczy i popędzić na poranne zajęcia fat burning. wypluł sobie człowiek flaki, zjechał z błotem instruktorkę w ramach terapii wyrzucania gniewu i był jak nowo narodzony. nie wiem, czy to jesień tej zimy, czy mnie starość dopadła, ale nie ma siły, żebym w dniu wolnym zwlekła się z łóżka przed dziewiątą. nie mogę powiedzieć, że nauczyłam się tego od kasi i jej męża stanley'a, ale wyniosłam z ich domu wielką dawkę spokoju oraz przekonania, że nie muszę wciąż gdzieś gnać. chyba, że muszę...
z drugiej strony, powinnam rozejrzeć się na jakimś rozsądnym doradcą fitnesowo-żywieniowym, bo w moim wieku dupsko nie maleje od skiszonego w pomieszczeniach powietrza. macie jakieś pomysły? dobre słowo? od razu mówię, że jestem głucha na rady naturalnych szparagów.

w związku z akcją wyciszania codzienności przeczytałam już dwie książki (wiem, śmiech na sali w porównaniu z okresem, kiedy w ciągu tygodnia mieliło się więcej) i zdążyłam kupić kolejnych pięć. czy wy też tak macie, że po przestąpieniu progu księgarni chcecie zrobić w tył zwrot? co to za szmirę eksponują na wyspach i czołówkach? jakoś trudno mi uwierzyć, że 2015-ty ma być rokiem czytania. jak mocno nie znoszę wyborczej, tak mimo wszystko polecam artykuł o polskim czytelnictwie. okazuje się, że da się nie popsuć wywiadu z całkiem przyzwoitym człowiekiem. rozśmieszyło mnie tylko zdanie prof. koziołka o henryku sienkiewiczu, którego uważam co najwyżej za jednego z lepszych pisarzy klasy średniej. 
gdyby nie tendencyjne pytania, to mógł być świetny tekst, lecz pan profesor trzyma fason i stara się łopatologicznie, a nie politycznie opowiedzieć o książkach i ich roli (choć to akurat jest palcem pisane i pozostawione bez filarów) w życiu, na przykład młodzieży. ucieszyło mnie również stwierdzenie, że lepiej nie deprecjonować tych, którzy czytać nie chcą i nie lubią. w końcu wyobraźnię rozwijać można na różne sposoby, a i papierek dyslektyka i dysgrafika załatwić da się w pierwszej lepszej poradni.


oglądałam wczoraj czułe słówka, w okolicach północy wgryzłam się w cień moniki rakusy i dzisiejszego poranka zaczęłam się zastanawiać, jak szybko popadnę w depresję. nic tak na mnie nie wpływa, jak emocje związane z relacją matka-dziecko, jestem pod tym względem prawidłowo rozwinięta ewolucyjnie. 
dla zrównoważenia zabrałam dziś córkę na paddingtona. nie zniosłabym dwóch godzin przed kreskówką, choćby nie wiem, jak ambitną. paddington natomiast bawi i wciąga, to świetny relaks od dorosłego świata kinematografii. polecam.


z przestrzeni wirtualnej wyniosłam ostatnio niewiele, ale że to post o aktualnościach, coś tam wyskrobię z pamięci krótkotrwałej.
- korwin-mikke rozłożył mnie na łopatki swoją cichą manifestacją. jedni chwalą za własne zdanie, inni psioczą, że wstyd i hańba, a mnie to ni ziębi, ni grzeje. merytorycznie i metodycznie zamilknę, aby znów nie wywołać wilka z lasu. nie ma się czemu dziwić, że idioci zachowują się zgodnie z własnym poziomem rozwoju, wszak reprezentują swoich wyborców; 
- u marysi propozycje zaproszeń ślubnych - niestandardowych, dedykowanych, ale przy tym klasycznych;
- u karoliny kalendarz do wydrukowania, który planuję zaaranżować na swoich włościach. planuję to dobre słowo.


aaaa, zapomniałabym. poznałam jagodziankę. powaga. jak ona nawijaaaaa. gdyby ktoś miał wątpliwości, jagoda ma to po niej. absolutnie. szkoda, że miałyśmy tak mało czasu, nawet lody nie zdążyły się w całości rozpuścić.


no i zupełnie bez związku z magdą jagodziankową, która lubi zgoła odmienne klimaty, zamarzyła mi się nowa łazienka. już mi minęło, że ma być mega neutralna i uniwersalna. mogłaby być o, taka:





12 komentarzy :

  1. Ale wygibasy mamuśka! wow :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Paddingtona poszliśmy dzisiaj - super film i chłopakom się podobał i nam :)
    Co do żywienia nic specjalnego nie polecę ...ja po przejściach z pęcherzykiem żółciowym mam wewnętrzny hamulec z jedzeniem ...ale problemów z pęcherzykiem nie życzę .
    Poza tym jak Ty takie wygibasy wyczyniasz to daj sobie spokój z dietą :)

    Ładne kafle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poszłam na paddingtona tylko dlatego, że zobaczyłam zajawkę u grahama nortona, ale później dałam się też skusić na dzwoneczka. mimo, że mnie trzęsie na widok kreskówek, całkiem przyjemnie się oglądało, ale twoich chłopców raczej nie zainteresuje

      dieta być musi, bo przy zmianach hormonalnych człowiek tyje pomimo, niestety. ja-człowiek :(

      Usuń
  3. Tyleś tu nachmaliła, że niewiadomo co nachmalić w odwecie ;-). Wygibasy na zdjęciu niezwykle młodzieżowe, na dietach się nie znam, Czułych słówek nie oglądałam (za to sławetną Idę tak - tak, ja obejrzałam film! Ba nawet dwa!), Paddington kojarzy mi się z... misiem???, Jagodzianka - no super, tylko szkoda tych nierozpuszczonych lodów..., łazienka black&white? oj... ja chyba nie, ale kto wie...

    Aha! - właśnie pada, pada śnieg! Może będzie łatwiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakby nie było, na ciebie zawsze można liczyć! tu wdepniesz, tam wstąpisz, dobre słowo zostawisz :)
      jak ida? ja mam opory...
      a ten drugi film?

      do mnie chmura śniegowa nie dopłynęła, za to deszczowych w obfitości

      Usuń
    2. Ida... nie mam jednoznacznej opinii... Black&White i jak to stwierdził Em - typical polish film (a oglądał kilka). Kulesza faktycznie dobra, akcji praktycznie nie ma, jest za to sporo emocji i tzw "stałych obrazów" - jak ja to zwę. Do historii się nie odniosę, bo nie mam o niej pojęcia, ani konkretnego zdania - zresztą nie na niej mi zależało, ani się na niej koncentrowałam. Bardziej interesowały mnie portrety psychologiczne obu kobiet. Myślę, że jednak warto obejrzeć ten film. Mnie w zasadzie namówił Em, bo "tyle o nim słyszał". Kupiliśmy na DVD (dołączony do którejś z gazet). Włączyliśmy bardzo późno i on zasnął, a ja obejrzałam do końca w ciszy i spokoju nocy. I tak ten film chyba trzeba oglądać. W skupieniu.

      Drugi film to włoski "Kapitał ludzki". Nawet mi się podobał i też nie należał do lekkich, łatwych i przyjemnych.

      Mamy ogrom filmów na dvd, nie wiem czy z tymi indyjskimi - nie tylko bolly i dziecięcymi nie jest ich blisko 600 (jak nie więcej)... Em taki kinoman. Nie umie się powstrzymać od kupowania, zwłaszcza jak film ma nagrody - jakiekolwiek... Polskie też kupuje. Tylko ja osobiście nie mam kiedy tego oglądać! Dlatego też, jak już coś obejrzę, poczytuję to sobie za sukces...

      Dziś też śnieg nie dotarł? Nas z rana powitało 20 cm białej, ciężkiej warstwy. Krajobraz bajeczny, ale temperatura na plusie, więc się znów zrobi breja...

      Usuń
    3. Z Twojej wypowiedzi wynika, że muszę sobie "Idę" zostawić na lepszy astronomicznie czas. Każdy nieodpowiednio dobrany do pogody film odbija mi się czkawką przez resztę życia. "Pianistę" oglądałam na raty przez kilka dni, przy "Pokłosiu" zrobiłam sobie ze trzydzieści przerw na zaparzenie herbaty, a wiele filmów jeszcze czeka i doczekać się nie może. Staram się ominąć stygmatyzację wojną.

      Dziwnie się ogląda filmy włoskojęzyczne, prawda?

      Myślałam o Tobie dzisiaj, a wszystko za sprawą braku śniegu. I nawet w nabiał się z tego powodu zaopatrzyłam :)

      Usuń
    4. Skoro tak masz, to faktycznie zostaw tę Idę na "lepsze czasy", choć nie jest to film ani wojenny, ani jakiś szczególnie drastyczny...

      Wczoraj obejrzałam zaś z Em "Dług". Wiem, stary jak świat, ale nie widziałam wcześniej. Zalegał pośród kolekcji dvd i w końcu "odpaliłam". Niezły, ale chwilami mnie trochę nudził...

      Włoskie filmy zaś... zawsze lubiłam. Lubię język (ba, nawet kiedyś się uczyłam) i ten ich specyficzny charakter. No, ale zbyt wielu ich nie widziałam i niewiele z nich pamiętam.

      U nas śniegu coraz więcej i w końcu można powiedzieć, że mamy zimę. Myślę, że w końcu i u Was sypnęło i nie musisz nadrabiać nabiałem hi hi hi!

      Usuń
    5. nie sypnęło. próbowało. śniegu ni ma

      Usuń
  4. fiu fiu, tańce i swawole. to musi być zapowiedź dobrego roku i oby takowy był! :)
    p.s. Sienkiewicza niestety nie lubię, ale cicho, żeby mój Osobisty Mąż się nie dowiedział, bo on fan Trylogii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zapowiedź zmagań z tuszą, się obawiam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...