poniedziałek, 9 listopada 2015

krakersy z dynią


Słodkie, pastelowo-beżowe zdjęcia zrobiłam, ale w głowie mam liściopad. O ile mgliste poranki i wieczory są magiczne i tajemnicze, o tyle wieczne zachmurzenie i deszcz mogą mieć coś wspólnego jedynie z czarną magią. Jeszcze tydzień temu cieszyłam się wieloznacznością jesieni, teraz jestem już mniej zauroczona. Znacznie mniej.
W związku z nastaniem najbardziej depresyjnego miesiąca w roku oglądaliśmy z kolegą jego pamiątkowe zdjęcia z czasu pracy w Szkocji. Najpierw trwałam w nieprzerwanym podnieceniu na widok szkockich bezkresnych krajobrazów, aż tu nagle natknęłam się na folder z wycieczką kumpla na wyspę pomiędzy Szkocją i Islandią. Jakkolwiek kręcą mnie te szaro-bure klimaty natury, szybko zrozumiałam, że to, co efektowne na zdjęciu, niekoniecznie oddaje rzeczywistość - szczególnie w przypadku zdjęć codziennych, niestylizowanych. Dwa dni ściany deszczu i brak możliwości wydostania się z wyspy, oczekiwanie na łaskę pogody i obsługi promu to dość, by moja wyobraźnia ruszyła pełną parą. Chętnie przyjmę zlecenia fotografowania w północnej Szkocji, w Jutlandii, na pustkowiach Islandii czy w podbiegunowych częściach Finlandii i Norwegii, ale w lipcu i w sierpniu. Only. Tymczasem zerknijcie na stronę Marka Pacury - to jest dokładnie to, co mi w duszy gra. Nie palmy i karaibski piasek są moją egzotyką, ale wielowarstwowe, zasnute chmurami niebo i zielone przestrzenie.
Nie, nie mam PMS-a. Po prostu lubię być ponura jesienią.
Żarcik.
Tak naprawdę jestem tuż po lekturze Gorzko Barbary Kosmowskiej, niedawno obejrzałam Ciało Gośki Szumowskiej, wczoraj zaś Ziarno prawdy Borysa Lankosza. Nic z powyższych nie nastraja słonecznie, ale też, z perspektywy patrząc, zarówno książka, jak i filmy sporo w człowieku poruszają. Rozkoszuję się egzystencjonalizmem w każdej postaci, nie wymagam łatwego przekazu i estetycznych obrazków i szczerze powyższe polecam, ale jeśli wolicie trzymać swoją psyche podczas listopadowej pomroczności na wodzy, włączcie sobie raczej jakąś ckliwą komedyjkę, pójdźcie na nowego Bonda, poczytajcie komiks. Ja mam męża ze stali i o odporności słonia (na moje burczenie i półsłówka) oraz znajomych, którzy tylko mrugają oczkiem pytając za co my cię tak lubimy?, ale czy Wasze otoczenie też zniesie niekończącą się melancholię? A, właśnie! Jeśli macie to szczęście, do mojego czytelniczo-filmowego tria dorzućcie Melancholię Larsa von Triera - to jedyny film, który tolerują w powtórkach (niekoniecznie o depresyjnej porze roku).





Jesień przynosi mi zawsze spadek formy. I więcej ciała. Schade. Muszę wówczas bardziej dbać o to, co i kiedy jem, żeby wiosną nie okazało się, że depresja pogodowa nie mija, a wręcz pogłębia się z pozostałymi po okresie jesienno-zimowym kilogramami.
Póki jeszcze nie muszę szukać alternatywy dla świeżych warzyw w kiszonkach, wykorzystuję sezonówki. Mam wrażenie, że z dynią wszystko już było i wcale Was ten przepis nie zaskoczy, ale może chociaż przypomni, że warto warzywa wpychać wszędzie tam, gdzie dzieci się tego nie spodziewają. Oraz mężowie. Zony takoż.
Krakersy z dynią śmiało można upiec bez niej, ale wówczas będą suche i dadzą mniej możliwości. Te które ja serwuję otwierają wrota do krainy słodyczy po jednej stronie oraz wytrawnych przekąsek po drugiej. W zależności od nastroju, który w listopadzie zmienny jest, c.b.d.o.


składniki

2 małe dynie lub 1 średnia (rodzaj dyni jest nieistotny)
2 szklanki płatków np. owsianych
1 szklanka siemienia lnianego lub zmielonego lnu
1 szklanka pestek dyni
1 szklanka pestek słonecznika (uprażonych)
garść pokrojonych orzechów włoskich
1 szklanka mąki orkiszowej pełnoziarnistej
łyżeczka soli
2 łyżki miodu
2-3 łyżki oleju sezamowego (lub oleju rzepakowego, jeśli nie lubicie wyrazistych smaków)


wykonanie

Dynię przekroić na pół, ułożyć na blasze i piec w temp. 200 st. C do miękkości (ok. 40-50 min.)
Po wyjęciu z piekarnika ostrożnie wydrążyć środek, a następnie miąższ, który należy zmiksować na gładką masę (jeśli nie chcecie czuć kawałków dyni w krakersach, lub rozgnieść widelcem)
Dynię pozostawić do wystygnięcia.

Zmielić lub drobno pokroić orzechy, ewentualnie pestki z dyni.
Wymieszać wszystkie suche składniki, dodać dynię, oliwę i zagniatać ciasto stopniowo dolewając po odrobinie przegotowanej wody aż do wyrobienia zwartego ciasta.
Kulkę ciasta odłożyć do lodówki na kilkanaście minut.

Zimne ciasto rozwałkować przez papier do pieczenia, ponieważ masa jest klejąca.
Najlepiej zrobić to już wprost na blasze, na której będziemy piekli krakersy.
Rozwałkowane ciasto pokroić w kwadraty (przy wykrawaniu wzorów pozostaje odpad, któy trudno później ponownie zagnieść, rozwałkować i przenieść na blachę).
 Piec krakersy w zależności od ich grubości - 3mm-owe będą się piekły ok. kwadransa.
Najlepiej sprawdzić pod koniec pieczenia, czy nie są zbyt miękkie - nie stwardnieją aż tak, aby się nie rozpadały.
Po wyjęciu z piekarnika pozostawić do wystygnięcia, przechowywać w lodówce.


Krakersy można jeść same, ale mają specyficzny smak, więc jeśli poczujecie dyskomfort podczas konsumpcji, uzupełnijcie je dodatkami wedle smaku, z nimi łatwiej przyzwyczaić się do niespodziewanej słodyczy dyni wkomponowanej w orzechowe i lekko gorzkawe pestki. Zapewniam, że po jednym razie wasze kubki smakowe zapragną więcej i więcej.


dodatki słodkie

konfitura agrestowa z serem białym
dżem morelowy z ricottą
miód



dodatki wytrawne

ser kozi ze świeżą figą
ser z niebieską pleśni oraz karmelizowana cebula
pasta ajvar
rukola z fetą



karmelizowana cebula (opcjonalnie z rodzynkami)

4 czerwone cebule
odrobina oleju
szczypta soli
2 czubate łyżki miodu (smakoszom słodkości polecam więcej)
opcjonalnie: garść rodzynków


Cebulę pokroić w półplasterki, dusić na oleju przez ok. kwadrans - do miękkości co jakiś czas mieszając.
Po kilku minutach trzeba uważać, żeby cebuli nie przypalić, szybko wysycha nawet pod przykryciem.
Dopiero po tym czasie dodać szczyptę soli (sól powoduje wytrącanie się wody z cebuli).
Dołożyć miód, rozpusćić, wymieszać z cebulą i dusić jeszcze kilka minut.

Opcjonalnie: rodzynki zalać wrzątkiem i trzymać kilka minut pod przykryciem. Po osuszeniu dodać do cebuli.








5 komentarzy :

  1. Bardzo ładne zdjęcia, a krakersy są bardzo apetyczne. Z jakimś serkiem pewnie smakują przepysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy udało Ci się kupić ziarna dyni, które nie pochodzą z Chin? Ja generalnie unikam chińskiej żywności, w czym utwierdził mnie pewien Chińczyk (handlarz żywnością), który odwiedził nasze gospodarstwo i powiedział, że już nawet oni nie chcą jeść tego, co produkują, bo to zwykła trucizna.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...