sobota, 13 lutego 2016

Nałęczowski weekend we dwoje. Przewodnik.


Za moment Walentynki. Pamiętacie? Ekhm. Pytanie powinno brzmieć: obchodzicie?
Statystyczny Kowalski dowiaduje się o święcie zakochanych w dniu jego nadejścia, statystyczna Anna Nowak jest mniej odporna na czerwień wylewającą się z witryn sklepowych, kawiarnianych dekoracji i medialnej propagandy.
U nas z Walentynkami jak z Sylwestrem - lubimy i miłość, i zabawę, ale nie w wyznaczonym przez masową kulturę terminie. O ile na Sylwestra nie mamy wpływu, skoro ściśle wiąże się ze zmianą starego roku na nowy, o tyle Dnia Zakochanych nie traktujemy jakoś specjalnie wyjątkowo. Mało tego, współczujemy wszystkim, którzy kurczowo trzymają się tej daty, pozostałe dni traktując po macoszemu w kwestii okazywania uczuć.

Nasze pseudowalentynki, a w zasadzie po prostu trzy dni czasu wyłącznie dla siebie, osadziły się w okresie przedświątecznym, kiedy większość Polaków gromadzi dobro na czas Bożego Narodzenia. Chcieliśmy pojechać gdzieś stosunkowo niedaleko mazowieckiej równiny, żeby nie tkwić w piątkowo-niedzielnych korkach, ale podstawowym warunkiem była możliwość skorzystania z relaksujących zabiegów. Mój mąż trafił na całkiem przyjemną ofertę w Nałęczowie, a że nie jesteśmy wytrawnymi bywalcami ośrodków spa&beauty, uznaliśmy, że nam wystarczy ustronność miejsca pakiet peelingów, masaży i hydromasaży z możliwością rozszerzenia przyjemności na miejscu, tj. w Dworze Nałęczowskim Vitaligs SPA.


Zdjęcia na podlikowanej stronie są mocno obrobione, moje zaś, niektóre zrobione na szybko aparatem, niektóre komórką niespecjalnie atrakcyjne, ale dzięki temu możecie znaleźć w tym wszystkim złoty środek i trzeźwym okiem ocenić ofertę.


Lokalizacja
Nałęczów leży w powiecie puławskim, województwo lubelskie. Jest to niewielkie miasteczko sanatoryjne, dawniej uzdrowisko, lecz niedawno straciło ten status, choć nadal pozostaje przodownikiem w leczeniu chorób kardiologicznych. Znajduje się tam rozlewnia wód mineralnych: Nałęczowianki i Cisowianki.
Vitaligs SPA leży przy ul. Słonecznej 20, ok. 10-15 minut spaceru od centrum Nałęczowa, ale ostatnia prosta (choć mocno kręta) nie ma chodnika i pnie się dość stromo w górę, więc czas może się wydłużyć w zależności od kondycji. Jest to droga dojazdowa do prywatnych posesji w pobliżu SPA, ruch uliczny jest znikomy, ale jeśli nie lubicie chodzić, poza sezonem wakacyjnym nie ma większych problemów z zaparkowaniem auta.

zdjęcie zaczerpnięte stąd

Dwór Nałęczowski Vitaligs SPA
to bardziej pensjonat niż hotel lub ośrodek wellness&SPA. Jest to miejsce prowadzone rodzinnie, zatrudniające kilka osób do obsługi gości na stałe plus pomoc doraźną w zakresie wypoczynku i relaksu.
Znajduje się tam najprawdopodobniej dwadzieścia kilka pokoi (nasz na poddaszu miał numer 22) o standardzie podstawowym i deluxe, łatwo w internecie sprawdzić różnice między nimi. My zajmowaliśmy pokój Twin Deluxe, a że nie mamy w zwyczaju myszkować po obiekcie, nie wypowiem się rzeczowo na temat niższego standardu, choć z wypowiedzi bywalców na forach opiniujących wynika, że warto wybrać pokój z łóżkiem podwójnym bez konieczności zsuwania dwóch pojedynczych, które pozostają niedopasowane i niewygodne.

Pokój
Mnie nigdy nie jest wygodnie w obcym łóżku, na dodatek w pokoju mieliśmy łóżko o szerokości 140 cm, co uważam za niepotrzebną oszczędność właścicieli, bo skoro człowiek przyjeżdża tam w celu skorzystania z zabiegów, chciałby wygodnie i bez ścisku dopełnić relaksu w nocy.
Generalnie pokój, poza niuansami, ma wszystko potrzebne do weekendowej egzystencji. Meble są proste i też oszczędnościowe, ale estetyczne, dobrze rozmieszczone. Znajduje się tam mała, ale pojemna szafa z drzwiami przesuwnymi, toaletka, łóżko z 2 stolikami nocnymi, szafka na czajnik i akcesoria do przygotowywania napojów, dwuosobowa niewielka sofa, dwa foteliki, ława, szafka pod tv i sam telewizor, bodajże 40 cal i plastikowy stopień dla małego dziecka,który ma pełnić rolę podnóżka umożliwiając niskim osobom otwarcie okna dachowego.
Pokój jest czysty, ale detale pozostawiają nieco do życzenia. Nie wyobrażam sobie, żeby przy całkowitym obłożeniu dwie panie sprzątające mogły poradzić sobie z choćby częścią swoich obowiązków. I tutaj znów wychodzi wersja oszczędnościowa właścicieli.
Mieliśmy w pokoju 2 grzejniki, które uruchomiono w chwili naszego pojawienia się. W łazience termostat nie działał sprawnie, pomimo weekendu obsługa sprowadziła człowieka do pomocy (który później okazał się współwłaścicielem i "panem od kultury") i zaoferowała zmianę pokoju, ale poprosiliśmy jedynie o podkręcenie ogrzewania w pokoju, z czym nie było najmniejszego problemu. Łazienka nagrzała się od temperatury w pomieszczeniu, a łatwiej zmniejszyć sobie własnoręcznie ogrzewanie niż marznąć w środku nocy.


Łóżko w  pokoju zasłane było jedną kołdrą, za małą dla mnie jednej, co więc mówić o dwóch osobach, ale na prośbę przyniesiono nam drugą.



Część wypoczynkowa pokoju niezbyt wygodna w sensie jakości mebli (będzie się to przewijać dalej), natomiast dobrze skonstruowana, komfortowa przestrzennie.



widok z okna poddaszowego na ul. Słoneczną

Łazienka
Czysta w podobnym klimacie, co pokój, czyli nosząca ślady niedoróbek, co wyglądało na brak czasu, a nie seksualny stosunek do pracy. Niedotarte szkło kabiny prysznicowej, kurz częściowo na półce pod zlewem, kamień wokół odpływu w zlewie i bidecie.
Nie brakowało akcesoriów - mydła, żelu pod prysznic, suszarki, dywanika i mini mopa. Zabrakło haczyków na ręcznik i ubranie oraz kosza na śmieci w pokoju, ponieważ ten w łazience był miniaturowy.




Koniec języka za przewodnika, więc gdy pojawiła się na horyzoncie kobieta zajmująca się obsługą pokoi, poprosiłam o wymianę i dodatkowe ręczniki, ale zapomniałam o szlafroku, którego nie było w standardzie. W sumie pani sprzątająca była niezwykle miła, wielokrotnie później pytała, czy wszystko w porządku, czy czegoś nie brakuje, czy posprzątać, ale myślę, że był to wynik interakcji. Nie jestem pewna, czy wszyscy mieszkańcy pensjonatu byli tak samo zadowoleni z opieki higienicznej, jak my.

Posiłki
W wersji gospodarnej pani domu. Smaczne, typowo domowe, nie tłuste, co jest zasługą kucharki (która, jak się okazało, sprząta również pokoje), ale ograniczone do składników, które kupili właściciele, czyli podstawowe menu ustalone z góry, ale dodatki, np. surówki czy warzywa do kolacji z resztek lub czasem zwiotczałe, pozostałe z poprzedniego dnia. Śniadanie w formie szwedzkiego stołu, klasyczne, ale dość różnorodne, jednak jogurty najtańsze, kiepskiej jakości, wędlina podobnie. Ilość dla niektórych może być kontrowersyjna, szczególnie kiedy klient przyzwyczajony jest do błyskawicznej, bezszelestnej obsługi. Dla nas to nie problem, żeby zapytać o warzywa, które w całości pochłonął jeden jegomość nie dzieląc się z resztą, obsługa w końcu nie jest wszechwiedząca, ale byli też tacy, szczególnie pary w średnim wieku, które marudziły już przy wejściu do jadalni. Albo wkładały sobie ogromne porcje, których nie dojadały, albo spóźnieni nie mieli co na ten talerz włożyć, ponieważ nauczyli pozostałych pensjonariusz walki o michę.
Śmieszne to, ale wszędzie spotykamy aż ludzi i tylko ludzi. Kucharko-kelnerki były naprawdę bardzo pomocne i troskliwe, nawet nam nieco "nadskakiwały" z takiej zwyczajnej, ludzkiej uprzejmości, ponieważ nie psypsaliśmy sobie po kątach, tylko bez fochów zwracaliśmy uwagę, że coś już wyszło.


Posiłki serwowano o określonych porach (dwugodzinne widełki czasowe), jednak bez najmniejszego problemu, z uśmiechem na ustach można było dostać gorące jedzenie nawet o północy, jeśli zaplanowaliśmy coś na mieście w czasie kolacji. Wystarczyło uprzedzić obsługę. W zasadzie nie chciało nam się jeść nic poza obiektem, tak byliśmy nasyceni, ale nie jakąś ogromną ilością zapychaczy, tylko jakością i odpowiednią kompozycją posiłków. Nawet na kawę nie wyskoczyliśmy do żadnej z cudownych, nałęczowskich kafejek, ponieważ ekspres do kawy, czajnik i zestaw herbat były dostępne całodobowo w jadalni dla wszystkich gości, można było wypić je we własnym pokoju, jadalni, sali kominkowej. Ogród odpadł z powodów atmosferycznych.
Minusem była wielkość jadalni. Starsi państwo schodzili na posiłki w momencie rozpoczęcia ich podawania, jakby żarcia miało zabraknąć, a gdy akurat chcieliśmy zjeść o tej samej porze, ponieważ pół godziny później mieliśmy już rozpisane zabiegi, musieliśmy liczyć się z wrogimi spojrzeniami osób, do których stolika się dosiadaliśmy. Na szczęście nie zdarzyło się to nam, tylko raz postanowiliśmy poczekać przy kominku z przedśniadaniową kawą, aż zwolni się miejsce, ponieważ byliśmy świadkami nieprzyjemnej sytuacji dosiadania się kogoś do pszenno-buraczanych arogantów.



Część SPA
Zdjęć nie będzie. Pojechaliśmy tam odpocząć i zabiegi to była moja świętość. Moja, nie nasza, ponieważ mąż oddał mi swoje (z pakietu) oraz dokupił dodatkowe.
Na parterze Vitaligsu znajduje się recepcja, sala jadalna, wypoczynkowa, mini siłownia, a całe prawe skrzydło zajmują gabinety wellness&beauty, które wyposażone są całkiem nieźle, natomiast ich wizualicja to próba naśladownictwa szykownych miejsc zmieszana ze specyficznym gustem, zapewne właścicieli. Jeśli jednak była to wizja dekoratora wnętrz, nie wiem, gdzie się szkolił i jak zdołał zdobyć klientów...
Po zameldowaniu się w pensjonacie o dogodnej porze schodzi się do pomieszczenia tuż za recepcją, żeby z właścicielami omówić szczegółowy plan zabiegów. Trochę wygląda to tak, jak tamtejszych wystrój wnętrz - kobieta po 40-tce i jej otyły mąż, który mianował się panem od kultury fizycznej i jak zaległ w pozycji półleżącej w fotelu, tak w niej pozostał - ci dwoje ustalają harmonogram korzystania z usług personelu strefy SPA w taki sposób, żeby uwzględnić wykupione pakiety wszystkich klientów, dopasować je do indywidualnych planów tychże oraz wpasować w godziny pracy kosmetyczek i masażystów dodatkowo wykupione usługi. Przy niewielkim obłożeniu nie ma większych przeszkód, żeby skorzystać z dodatkowych zabiegów "za chwilę", bo nam się zachciało, przypomniało, poczuliśmy potrzebę, ale w gorącym okresie warto ustalić sobie wszystko z góry.
Dostaje się rozpisane zabiegi zgodnie z ich ilością i ceną na zwykłej kartce wyrwanej z zeszytu w kratkę, zabiera się ją ze sobą każdorazowo, żeby osoba zajmująca się nami mogła po skończonej sesji potwierdzić ją podpisem i postawić haczyk :). Rozumiem, że właścicielom szkoda pieniędzy na wydrukowane karty zabiegów z logo Vitaligs SPA, choć to akurat przy zamówieniu w ilości ok. 1 tysiąca sztuk wydatek naprawdę niewielki, ale mogliby się chociaż postarać o jakiś schludny notes... Szczegół, mnie nie drażniący, ale w momencie, kiedy tworzy się mocno przerysowaną, całkiem nieźle marketingowo skonstruowaną stronę internetową ze zdjęciami, które ktoś świetnie podrasował, żeby nagiąć rzeczywistość, można by zadbać o detale. Tym bardziej, że są to rzeczy, które na forach i stronach z ocenami takich ośrodków pojawiają się masowo w charakterze minusów obniżających znacznie wrażenie ogólne.


Same zabiegi przyjemne. Gdzieniegdzie brakuje im wykończenia na tip-top, ale obsługa jest tak serdeczna, miła i rozmowna, jeśli tego potrzebujemy i wycofana, gdy mamy ochotę na totalne wyciszenie, że niedostatków się nie zauważa. Najprzyjemniejszy był dla mnie zabieg na twarz z masażem, który wykonywała mi pani Ania o boskich dłoniach, kojącym głosie i świeżym oddechu oraz godzinny masaż całego ciała wykonany dwukrotnie przez młodego człowieka, pana Michała, ciepłego, fajnego faceta, dyskretnego na tyle, że nie czujesz żadnego skrępowania. Poznałam historię jego życia przez te dwie godziny, ale nie było to na zasadzie nudnego monologu z jego strony, tylko ciekawej wymiany zdań na różne tematy. Łóżko do masażu jest wygodne, palą się nastrojowe, aromaterapeutyczne świece, czyli wszystko jest tak, jak powinno być w czasie odprężenia.
Nie skorzystałam ze znajdującego się w wykupionym przez nas pakiecie peelingu całego ciała, ponieważ a) nie jest to coś, czego mi brakuje, b) nie lubię być dotykana w pozycji stojącej przez osoby inne, niż rehabilitantów, c) pomieszczenie z prysznicem znajduje się tuż obok sali z kilkoma łóżkami do zabiegów, nie jest oddzielone zamkniętymi drzwiami, odgłosy, instrukcje kosmetyczki i rozmowy słychać wyraźnie, brakuje intymności.
Nie do końca jestem zadowolona z hydromasażu. Obsługiwała mnie wówczas pani Karolina, szczerze polecam i wierzę, że wanna była czysta i zdezynfekowana, ale gdzieś tam musiał leżeć sobie mop lekką trącący wilgocią (drugiego dnia, w czasie większej liczby gości, więc pewnie to kwestia braku czasu na organizację miejsca). Jestem za mała i zbyt lekka do rozmiarów wanny z dyszami masującymi, a biorąc pod uwagę wypór wody i ciśnienie z hydro-dysz nie skorzystałam w pełni z dobrodziejstwa tego zabiegu. Na szczęście spokój i koloroterapia zniwelowała nieco te niedogodnienia. Niestety, po zapaleniu świateł czar pryska i człowiek wraca do rzeczywistości, czyli niebieskiej, a'la greckiej sauny, bez klasy, ale z nadmiarem polotu.


Dodatkowe pomieszczenia ogólnego użytku
Siłownia. Niewielka, kiepsko wyposażona, nieco zaniedbana. Czysta, ale uboga w sprawne sprzęty, jakby nikt się nią nie interesował. Nieczynny rowerek, niesprawna bieżnia, jakieś atlasy, maty. Mój mąż nie narzekał, ale ja nie miałam z czego skorzystać. Plusem jest to, że pomieszczenie jest jasne, przestrzenne (odpowiednia ilość sprzętu do jego wielkości)
Sala rycerska, czyli kominkowa. Brzydka w dzień, ale wieczorem, przy zapalonym kominku bardzo przyjemnie siedzi się w wygodnych, ale starych, holenderskich sofach i fotelach z odzysku. Można z niej skorzystać w celu spożycia napojów wyskokowych z grupą znajomych, zagrać w karty, spotkać się z innymi pensjonariuszami.
Ogród. Dobrze wyposażony w meble ogrodowe, grill, fontannę, gęsto, aczkolwiek kiczowato zagospodarowany w roślinność i dodatki.
Parking. Niewielki, bezpłatny, choć podobno nie dotyczy to gości z wykupionym pobytem z groupona (wyczytane na forach hotelowych).
Sala plenarna. Dodatkowe, duże, komfortowe pomieszczenie na zjazdy pracownicze, odczyty, szkolenia. Wewnątrz sofy, stoły konferencyjne, albo rzutnik z łączem tv, albo hiperwielki telewizor - tego nie dopatrzyłam.

Obsługa
Z wyłączeniem właścicieli - małżeństwa i matki jednego z partnerów - fantastyczna. Serdeczna, przyjemna, usłużna, bezproblemowa, uśmiechnięta. Wystarczy nie być burakiem, otworzyć czasem buzię, zamienić dwa słowa, a nie traktować tych ludzi jak służbę.

Dodatki
Tv satelitarna, sprawne wi-fi.

Ogólne wrażenie
Wizualne - dziada i baby brak. Zero pomysłu, stylistyka wiejsko-barokowo-minimalistyczna, czyli minimum tam, gdzie powinien być komfort (meble), szał ciał, form i faktur w kompozycjach, na ścianach i zupełnie nie trzymanie się żadnego planu przy projektowaniu poszczególnych pomieszczeń.



Wbrew pozorom bardzo potrzebny nam był serwis kawowo-herbaciany bez ograniczeń. Duży plus.
Odprężający, spory ogród z leżakami. Grill, fontanna dla zainteresowanych, raczej pod wyjazdy grupowe.
Duża ilość łazienek dostępnych ogólnie, tarasy, duży ogród, dodatkowe pomieszczenia dla równowagi klaustrofobicznej jednego pokoju hotelowego.
W SPA możliwość skorzystania z szerokiego wachlarza usług, dobrze wyposażone pomieszczenia zabiegowe, przeuprzejma obsługa, ale w części kosmetycznej brak komfortu i intymności - zbyt dużo stanowisk na sporej przestrzeni.
Lokalizacja. Pensjonat położony w ustronnej części miasteczka, brak problemów z zaparkowaniem auta, gwarem ulicznym. Niektórym to może sprawić kłopot, szczególnie w czasie brzydkiej pogody oraz w pełni sezonu ogórkowego.
Całodobowy nadzór pracownika nad budynkiem - bezpieczeństwo i komfort.


Cena.
Zapłaciliśmy niecałe 600 zł za weekend dla 2 osób z pełnym wyżywieniem, 3 zabiegami na osobę, bezpłatnym barem kawowo-herbacianym, dostępem do owoców poza posiłkami, możliwością korzystania z ogrodu, siłowni, tv kablową i wi-fi oraz parkingiem w zamykanym na noc obiekcie.
Zabiegi spoza ustalonych w ofercie dodatkowo płatne.
Można upolować jakąś ofertę na grouponie, ale z forów internetowych wiem, że właściciele meldujący gości i ustalający harmonogram zabiegów traktują takich gości nieco gorzej, chociaż nie mogę potwierdzić tych opinii, ponieważ nie korzystałam z tej usługi.
Do kosztu pobytu należy doliczyć drobną opłatę klimatyczną.

Podsumowując - można odpocząć. Nałęczów nie oferuje wyskokowych atrakcji, jest tłoczny w ścisłym centrum, ale w sposób leniwy, wszędzie można spotkać spacerujących kuracjuszy, ale kawiarnie i kafejki nie straszą tłumami. Najwięcej osób gromadzi się w parku nałęczowskim, ale polecam przemierzenie klimatycznych, bocznych uliczek w oddaleniu od centrum, obejrzenie stylowych budynków, zerknięcie przez okna do wnętrza liceum plastycznego, skorzystanie z wystaw i jarmarków organizowanych przez gminę. W ogrodzie przed Pałacem Małachowskich znajdziecie też siłownię i niewielki basen oraz małą kręgielnię.
Poza pijalnią wód umiejscowioną w oranżerii-palmiarni polecam wydzieloną w tym samym budynku pijalnię wedlowskiej czekolady. Nie dostaniecie tego w sklepach, naprawdę warto się skusić. Dorosłym polecam gorącą czekoladę z likierami i same likiery, dzieciom zaś czeko-lepki, czyli kreatywną czekoladę plastyczną.


A gdy obejrzycie już wszystkie zabytkowe wille i znudzi Wam się w Nałęczowie, albo wydłużycie swój pobyt o możliwość zwiedzenia i wypróbowania okolicznych atrakcji, zajrzyjcie do domków na drzewach do wynajęcia (W drzewach - uwaga, trudny dojazd w okresie wiosennych roztopów i jesiennych brei), wyskoczcie na zamki do Bochotnicy, Kazimierza Dolnego i Janowca, skorzystajcie ze stoków narciarskich w Rąblowie i Bochotnicy w sezonie zimowym.








16 komentarzy :

  1. Ciekawe miejsce :). Mieszkam blisko Nałęczowa, ale nigdy tam nie byłam. Koniecznie muszę się tam wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ogólnie to miejsce dla starszych, z plusów: trochę starej architektury i zieleni, kazimierz rozkłada go na łopatki

      Usuń
  2. Przeczytałam z przyjemnością. Cieszy mnie, że opisałaś te wszystkie detale. Wąskie łóżko to dla mnie nieporozumienie.
    Ogromny plus za barek z kawą i herbatą. Do tej pory spotkaliśmy się z takim udogodnieniem tylko w jednym obiekcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szerokie łóżko głównie w hotelu, mało pensjonatów dba o te 20 cm więcej

      Usuń
  3. ciekawy przewodnik. pytanie z ciekawości: czy to jest wpis sponsorowany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sponsorowany byłyby o połowę krótszy i w 99% pozytywny :)

      Usuń
    2. zanurzyłam się w lekturze i też zakiełkowała mi ta myśl. ale o jakości obsługi nie byłoby tak bez ogródek mało entuzjastycznie:) "W drzewach" brzmi świetnie, boleję, że jest poza finansowym zasięgiem.

      Usuń
    3. No i "W drzewach" to tylko pokoje na wysokościach, w okolicznościach przyrody jesienno-zimowo-przedwiosennych nawet ptasich trelów się raczej nie uświadczy. Nie ma tego złego, Wieloświaty :)

      Usuń
  4. Żebym to ja chociaż raz opisała jakiś swój pobyt gdzieś tak jak Ty... A warto. Bo jednak detale szybko umykają. Detale... Całość umyka. Ja wiele miejsc i wydarzeń w ogóle pomijam smętnym milczeniem.

    W żadnym spa, ni uzdrowisku nie byłam nigdy. Nie wiem, czy trafię kiedyś do Nałęczowa, ale w Twoim ogólnym rozrachunku źle nie wygląda :-). Ba, nawet całkiem zachęcająco. Warto czasem wybrać się gdzieś tylko we dwoje, nawet jeśli łóżko ciut za małe...(choć fakt, 1.40 m jak na hotel/ośrodek to ciut za mało).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebym to ja miała na głowie tyle, co Ty, żadnych postów, a może nawet przemyśleń do podzielenia się z gawiedzią bym nie miała. Niemniej warto, bo tak, jak piszesz, chwila jest ulotna. Ja sobie ostatnio zaczęłam wywoływać zdjęcia w formie fotoksiążek, jedna z każdego miesiąca. Wydatek niewielki, a "na później" jak znalazł, żeby przypomnieć sobie klimat, atmosferę, przywoływać wspomnienia na zasadzie skojarzeń. Luźno wywołane fotki nie miałyby często sensu, pozornie podobne, indywidualnie niektóre bez sensu, a w całości pokazują nawet hronologię zdarzeń i emocji im towarzyszących.

      Nałęczów sam w sobie jest idealny dla starszyzny zmęczonej życiem, schorowanej, doskonały do odpoczynku, ale młodszym daje też spokój, którego często brakuje na co dzień i atrakcje okolicznych miasteczek. CXałkiem to przyjemne połączenie, bo po obcowaniu z tłumem turystów fajnie jest się zaszyć na nocleg w wymarłym po godzinie 21-szej miejscu.

      Usuń
  5. Przydałby mi się odpoczynek :-). Bardzo dobrze opisałaś cały obiekt, a zdjęcia wyszły ci bardzo dobre :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój by mi swojego pakietu spa nie oddał ;) Za to ja sama bym sobie dokupiła. Cena wydaje mi się dobra, na Zachodzie PL nie spotkałam się z tak ciekawymi ofertami, no ale mój rekonesans jest dość ograniczony. Nałęczów dla nas zdecydowanie za daleko. Mnie zniechęciłaby też sytuacja w stołówce (jadalni?), bo mam tendencje socjofobiczne, w szczególności do pszenno-buraczanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, ja byłam zdziwiona, że mój oddał. Nasz wyjazd był sponsorowany przez konto męża (jak czasem miło mieć oddzielne), więc łaskawie dałam sobie "pomóc", ale w przeciwnym razie też sama bym sobie dokupiła :).
      Moni i jej tendencje... No, no, no, pamiętam, że się nie odezwałaś będąc w centralnej Polsce.

      Usuń
    2. I mi tego nie zapomnisz:) ale pracuję nad tymi fobiami :):). Ze słabym skutkiem, bo jednak człowiek z wiekiem dziwaczeje...

      Usuń
    3. Nie zapomnę, ale wybaczę :*

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...