sobota, 12 marca 2016

Za zdrowie pań! Od A do Ż kobiecego punktu widzenia.


Kiedy cztery dni temu większość z Was przyjmowała dowody uznania za bycie kobietą, pomyślałam, że w zasadzie jest to święto dla mężczyzn, drogowskaz i przymus kolektywistycznego poklasku dla odmiennej, często bagatelizowanej płci. Jeden dzień gremialnego wszystkiego najlepszego i żywych kwiatów w wazonach. W szkołach i miejscach pracy wręczano drobne upominki, których wybór i zakup był powodem skrytego niezadowolenia panów, uznanego jako niepotrzebny kłopot, ale nie podlegający dyskusji z uwagi na tradycję i powtarzalność. Nie powinnam generalizować, bowiem oboje z mężem mamy inne od powszechnie panujących wartości, jednak obserwacja zmusza mnie do jednoznacznych wniosków.
I wówczas, kiedy słyszałam, jak żony przypominają mężom, że mają siostry, córki i wnuczki, tym samym w zawoalowany sposób nadmieniając o samych sobie, zakiełkowała mi w głowie myśl, że często głos faceta to tylko tembr i high volume, kakofonia dźwięków bez merytorycznego znaczenia. Często nie znaczy zawsze, ale w tłumie najwyraźniej słuchać tych, którzy mają najmniej do powiedzenia, pewny swojej wartości i przekonań człowiek nie musi nikomu niczego udowadniać.
Na fali tych nieprzyjemnych myśli, wynikających z bieżącej obserwacji, zapragnęłam poznać kobiecy punkt widzenia. Zdarza się, że na podstawie całokształtu rysujemy w głowie obraz interesującego człowieka, ale nie mamy konkretnych, szczegółowych punktów odniesienia. Zapragnęłam poznać zdanie kobiet w kwestiach tak kontrowersyjnych, jak zwyczajnych, ale odmiennie traktowanych, ukształtowanych na podstawie innych czynników.
Postanowiłam stworzyć cykl opiniopoznawczych treści, rzucając wyzwanie hasłami rozpoczynającymi się na kolejne litery alfabetu. Zaprosiłam do współpracy kobiety, które wydają mi się interesujące, ale mające zróżnicowane podstawy wychowawcze, kulturowe, zawodowe oraz wynikające z położenia geograficznego. Jestem ciekawa ich procesów poznawczych (metaforycznie) i wniosków.

Wnoszę toast Ż jak ŻURAWINÓWKĄ za moje współtwórczynie dzisiejszego posta i ich A jak AMBICJE.

Monika l. 40 / od 26 lat w Berlinie / z wykształcenia socjolog / pracownik sektora publicznego /
AMBICJA, czyli co?
Przykrywka na przeciętność, a może "po trupach", zacięcie i za wszelką cenę do celu? Sprawdziłam jednak dla pewności. W Słowniku Języka Polskiego PWN przeczytamy: "silne pragnienie odniesienia sukcesu lub osiągnięcia doskonałości". Moje skojarzenia odnośnie słowa "ambicja" są bardziej negatywne.  Ambicja - chora ambicja - perfekcjonizm, a potem to już tylko neuroza lub burn out. Dobra, przesadziłam. Albo naczytałam się za dużo poradników typu "Jak (nie) żyć". Sama raczej rzadko używam tego pojęcia, zdecydowanie bardziej odpowiada mi MOTYWACJA. Szczególnie ta wewnętrzna, wynikająca z ciekawości świata i chęci poznania czegoś nowego.

Agnieszka, l. 34 / z wykształcenia nauczyciel oraz specjalista ds. sprzedaży i marketingu / początkujący przedsiębiorca /
Myślę - AMBICJA i: po pierwsze widzę drogę pod górę, nie na skróty. Po drugie czuję "uwieranie" gdzieś w środku, nieokreślone, czasem denerwujące, a jednocześnie przyjemne. To uwieranie towarzyszy mi od zawsze i to ono nie pozwala iść na łatwiznę. To ono każe zerkać na sam szczyt i nie odpuszczać. Czasem myślę, że bez tego uwieranie żyłoby się łatwiej. Bez ciągłego poczucia niezadowolenia z faktycznego stanu rzeczy, który jednak odbiega od wyobrażeń. Ale potem okazuje się, że to dzięki temu właśnie uwieraniu wyobrażenia mają szanse stać się rzeczywistością. To ono sprawia, że mam poczucie, że mogę więcej, mocniej, lepiej. I faktycznie mogę, ale bez niewygodnego uwierania nie miałabym potrzeby sięgać po więcej. W gruncie rzeczy jestem wdzięczna ze zostałam tym uwieraniem obdarowana. Czasem po ludzku mi się nie chce i wolałabym spocząć na laurach. Ale wtedy znów to uwieranie przypomina, że satysfakcja czeka na końcu drogi, a nie w połowie. I żeby uwierania się pozbyć muszę wybrać swój dystans. Tak w moim życiu wygląda ambicja. Jestem szczęściarą, że ją mam :)

Izabela, l. 38 / socjolog / zajmuję się customer experience, digital transformation, rozwiązaniami SAP i Oracle / dobrym jedzeniem i winem celebruje spokój /
AMBICJA. Ambicja jest dobra. Dzięki ambicji stajemy się lepsze, doskonalsze, osiągamy kolejne sukcesy. Piątka w szkole, dobre liceum, wymarzone studia, awanse w pracy, kursy, certyfikaty… Stajemy się idealne. Tylko, że nie.
Ambicja sprawia, że tak bardzo jak chcemy być lepsze, tak bardzo paraliżuje nas strach przed porażką, że nam się to nie uda. Chciałabym, żeby ambicję zastąpiła odwaga. Odwaga do podejmowania ryzyka, odwaga do wychodzenia poza swoją strefę komfortu, odwaga by marzyć, odwaga by realizować te marzenia. Odwaga jest zdrowsza, bo czyni nas silnymi. Odwaga jest lepsza dla nas, bo eliminuje paraliżujący strach przed oceną. Odwaga jest ważniejsza, bo próbowanie różnych rzeczy daje większe szanse na odnalezienie w swoim życiu rzeczy, w których będziemy dobre. Ambicję nakręcają w dużej mierze oczekiwania otoczenia. Aby być odważnym potrzebujemy tylko wsparcia najbliższych osób. Byłam ambitna. Już nie jestem. Teraz dbam o to, żeby mieć odwagę - choć nie zawsze jest to łatwe.

Edyta, l. 34 / chemik i kosmetolog z wykształcenia / instruktor fitness / aktualnie przy nadziei /
Ambicja rozwój, stawianie sobie coraz to nowych celów w życiu, wyznaczanie zadań, pomaga mi w samodoskonaleniu, samorealizacji. Oczywiście nie chodzi tu o bycie naj... najlepszym, najpiękniejszym, itd., ale o realne cele, jakie są w zasięgu mojej ręki. Jestem osobą, która łatwo się nie poddaje, nie roztrząsam niepowodzeń i porażek, to one mnie jeszcze bardziej nakręcają i motywują aby dopiąć swego. Nie wybieram drogi na skróty, a im mój cel jest trudniejszy do osiągnięcia tym większa satysfakcja, kiedy uda się go zdobyć. Myślę, że wychowanie i środowisko mają ogromny wpływ na nasze ambicje. Rodzice odgrywają tu ogromną rolę. Ja jako rodzic również staram się kształtować u swojego dziecka tę jakże pozytywną cechę, pozytywną, jeśli będziemy zachowywać równowagę pomiędzy ambicjami realnymi a wygórowanymi.

Joanna, l. 35 / z wykształcenia finansista / właścicielka kancelarii podatkowej / pasjonat sportu /
Wydaje mi się, że ambitna byłam zawsze. Jakkolwiek nieskromnie to zabrzmi. Jednak ambicja we wczesnej młodości, dzieciństwie nie przejawiała się u mnie w dążeniu do dobrych ocen, nauki, tak jak zazwyczaj się mówi o dzieciach "ambitna dziewczynka". Owszem, w szkole szło nieźle, kłopotów nie było, ale ja chciałam być najlepsza w innych dziedzinach, które okazały się moją późniejszą pasją i sposobem na spędzenie dzieciństwa. Ambicja pozwoliła mi na realizowanie moich sportowych zainteresowań, które od małego kształtowały moje życie. Myślę, że sport mnie wychował, wpoił życiowe zasady, do dzisiaj jest obecny w życiu moim i mojej całej sportowej rodziny. Stało się to właśnie dzięki ambicji, bo z moimi warunkami fizycznymi łatwo nie było:-) Ambicja w późniejszym wieku pozwoliła mi na realizowanie samej siebie pod względem zawodowym. Celowałam ambitnie już na początku studiów, studiowałam i już od pierwszego roku pracowałam w pełnym wymiarze. Był to mój osobisty wybór, pomimo tego, że rodzice uważali, że mogłabym jeszcze trochę "poszaleć" zanim wpadnę w wir pracy zawodowej. Dało mi to 5 lat doświadczenia więcej niż moi rówieśnicy, którzy pracę w zawodzie zaczynali dużo później. Ambicja w życiu jest bardzo potrzebna, człowiek się motywuje, determinuje, ma więcej chęci w dążeniu do celu. Niestety, po latach własnych doświadczeń wiem też, że potrafi zżerać. Przesadna, powoduje poczucie ciągłego niespełnienia i dążenia do ciągle "więcej" i "lepiej". Czasami nie pozwala odpocząć, zwolnić tempa, które w obecnych czasach jest bardzo męczące. Ambicja jest doskonałym przyjacielem, ale może okazać się największym wrogiem.

Joanna l. 40 / prawnik / zapracowana mama i żona swojego egzotycznego męża / rodowita podlasianka /
AMBICJA ma zapewne tyle definicji, ilu definiujących. Na studiach miałam koleżankę, która dla mnie była ambitna, bo zawsze chciała dostawać piątki i każda inna ocena trawiła jej nerwy. Ja byłam szczęśliwa z powodu czwóry i dumna z powodu piątki. Ambicja jest dla mnie indywidualna... Powszechnie jednak uważam, że to forma chęci bycia lepszym - cokolwiek rozumiemy pod tym pojęciem. Dążenie do wytyczonych celów lub skok ponad postawioną poprzeczkę. Z biegiem lat mam chyba coraz mniej poprzeczek, bo nie chce mi się skakać. Ale chyba ciagle lubię dostawać czwórki i być z ich powodu po prostu szczęśliwa. Niemniej, ostatnio śniła mi się piątka;).

Iwona, l. 36 / z wykształcenia artystka, z zamiłowania poetka, z zawodu policjant / rozwiedziona mama /
Hasło AMBICJA poruszyło moje wewnętrzne pokłady tejże. Trudno mi było zebrać myśli, ale pomyślałam sobie: Ja nie sprostam? No way! Właśnie. Ambicja to chęć zmierzenia się z samym sobą, ale też z innymi. Czując na plecach oddech konkurencji zaczynamy uruchamiać wewnętrzne pokłady energii, o której istnieniu nawet nie mieliśmy wcześniej pojęcia. I fajnie. Fajnie, dopóki te zmagania sprawiają nam frajdę, pozytywnie motywują i wpływają na poprawę jakości życia. Niestety, niejednokrotnie ambicja niebezpiecznie osiąga poziom obsesji. Wtedy wewnętrzne chcę zamienia się w muszę. I zaczyna się wyścig Syzyfa, który jak wiadomo, nie ma końca. Nie ma mowy o spełnieniu.
A co jeśli komuś brakuje ambicji? No cóż. Taki człowiek skazuje się na bylejakość, bez fajerwerków i rozbłysków radości. Wprawdzie nie naraża się na ból porażki, ale nie ma też większych szans na przeżycie czegoś spektakularnego. Hmmm... tak sobie myślę, że w ostatnim czasie mnie też to spotkało. Ale od czego ma się przyjaciół? AVE AMBICJA!

Kasia, l. 30 / pracownik szwajcarskiego startupu / żyjąca w wolnym związku miłośniczka fotografii /
Słowa ambicja nie ma w moim słowniku. Miewam marzenia, cele, plany, postanowienia i potrzeby, ale nie ambicje. Pewnie dlatego, że nie raz, nie dwa słyszałam to słowo w negatywnym dla mniej kontekście: mieć więcej. Więcej władzy, więcej pieniędzy, więcej niż sąsiadka czy koledzy z pracy. I chyba dlatego tak trudno mi odnaleźć się w dzisiejszym, napędzanym pieniądzem i karierami świecie – zdecydowanie wybieram swój wolny czas i święty spokój niż walkę „o więcej”. Bo czy słyszeliście, żeby ktoś na łożu śmierci żałował, że za mało pracował czy zdobył za mało tytułów? Ja nie. A moje ambicje? Zdrowie, miłość i satysfakcja z robienia tego, co kocham.

Magda, l. 36 / od 11 lat w Irlandii / na co dzień zabiegana mama i kontroler finansowy / miłośniczka dobrego jedzenia /
AMBICJA. Chora? Nie...:) Ambicja daje siłę do pokonania nawet najtrudniejszych dróg, chociaż czasem przysparza dużo stresu... Pierwsze co przychodzi mi na myśl, gdy myślę ambicja to praca. Niekoniecznie wspinanie się na coraz to wyższy szczebel kariery, ale robienie czegoś najlepiej jak to możliwe. Niestety, kobiety ambitne nadal wzbudzają mieszane uczucia - bo za dużo pracują, bo wszystko chcą kontrolować, bo to są mało kobiece... Spotykam się z tym na co dzień. Chyba czas zastanowić się nad tym, dlaczego ambitne kobiety są często postrzegane wrogo, podczas gdy ambitni mężczyźni jako ludzie sukcesu.

Joanna, l. 36 / kulturoznawca i bibliotekoznawca / mamaw pełnym wymiarze godzin / biega /
To nie jest słowo z mojego słownika. Wolę kiedy rozpiera mnie radość niż ambicja. Nigdy nie byłam też aż tak ambitna, żeby nie umieć poprosić o pomoc, której potrzebowałam. Brak ambicji - o który się podejrzewam - powoduje, że nie można jej zranić; zraniona ambicja to często dopiero początek zadawania ran. Podobnie kiedy ambicja okaże się niespełniona. Od ambitnych ludzi wolę tych ciekawych świata, oni bowiem nie mają innych - ponad to poznanie - celów, które ambicja lubi ukryć w ciemnych zakamarkach ludzkiego umysłu. W mojej głowie nieodłącznie połączona z rywalizacją i walką o poklask, o uznanie w oczach innych przed uznaniem w swoich własnych. Jeśli ktoś to wykpi, bez obaw, nie uniosę się ambicją, przejdę obojętnie.

Monika, l. 31 / mama z miłości i wyboru / zafiksowana w zdrowym, naturalnym świecie /
AMBICJA różnie się kojarzy, jedno słowo, a znaczenie  jego jest ogromne. Ambicja może być chora, narzucana przez rodzinę, otoczenie lub bardzo potrzebna osobom, które chcą zajść wysoko. Dla mnie nie jest aż  tak ważna, cieszą mnie najmniejsze sukcesy i to nie zawsze moje własne.

Magdalena, l. 39  / filolog języka polskiego / rękodzielniczka / miłośniczka swojego wykształcenia i wykonywanego zawodu /
AMBICJA to dążenie do tego, czego się pragnie. To spełnienie siebie, swojej wizji życia. Chyba tylko ambitni ludzie chcą być JAKIMIŚ – z własnym światopoglądem, z realizacją marzeń, celów. I wcale nie musi to być piękny dom, modne ubrania i stanowisko kierownicze. Ich ambicja doprowadza do ulepszania siebie i świata, w którym żyją. Chyba sztuką największą jest mieć ambicję spełniania SWOICH pragnień, a nie oczekiwań innych, prób dorównania sąsiadom/znajomym/rodzinie, by nie być/czuć się „gorszym”. Bo trzeba skupiać się na harmonii między swą duszą a charakterem. 
Ja, choć niby mam jakieś przywódcze cechy, nigdy nie miałam ambicji, by się piąć „po szczeblach kariery”. Wolałam sobie być tam gdzieś na dole i spokojnie wykonywać swoją robotę najlepiej jak potrafię, ale jednocześnie z możliwością udoskonalania swej warsztatu, poprawiania i posiadania wpływu na to, co robię. A że w instytucjach to niemożliwe, to... trzeba było zmienić pracę. Ambicja jest istotną cechą człowieka, bo wpływa na jego jestestwo, człowieczeństwo i – jak to określił mój kolega - „atrakcyjność mózgu”.


***

A co ja o tym wszystkim myślę? Trudno mi się nie zgodzić po części z każdą z powyższych wypowiedzi. Nie wiem, w jakich proporcjach o naszej skłonności do ambitnych przedsięwzięć decydują geny i czynniki zewnętrzne, gdzie jest miejsce na łut szczęścia i zimny oddech porażki, ale wiem na pewno, że z czasem termin AMBICJA traci swoje pierwotne znaczenie, ewoluuje z wiekiem na podłożu z doświadczeń, osiągnięć i potknięć. Następuje rotacja pojęć: cel, marzenie, potrzeba, żyjemy bowiem według innych zmiennych, w pewnym momencie zaczynamy stawiać życiu warunki, stajemy się jego beneficjentami.
Nie mam AMBICJI tworzenia czegoś wzniosłego, nietuzinkowego, ale sprawia mi przyjemność szeroko pojęta kreacja oraz edukacja - moja własna oraz możliwość przekazania różnych punktów widzenia tym, którzy nie mają sposobności zapoznania się z nimi. Dzisiejszy post jest zapowiedzią cyklu kobiecej perspektywy, zapraszam na jej następną odsłonę, której bohaterem będzie litera B jak ból.

Wszelkie wskazówki oraz propozycje współpracy przy tworzeniu alfabetu proszę kierować na adres: lucy.m.mayday@gmail.com.
Zapraszam do śledzenia fb bloga TUTAJ oraz profilu instagramowego TUTAJ, na którym również będę zamieszczała informacje o pojawieniu się kolejnych odcinków serii..




ŻURAWINÓWKA

1 - 1,5 kg żurawiny błotnej*
1 l spirytusu i jakieś resztki wódki lub 1 l wódki i 0,5 l spirytusu
1,5 - 2 szkl. cukru/ksylitolu
2 łyżki miodu
opcjonalnie: laska wanilii, limonka, woda

* Żurawina błotna to ta duża, najczęściej spotykana na bazarach, raczej trudno dostępna w marketach. Do nalewki potrzebna jest żurawina przemrożona, więc albo dostaniecie już taką, leżakującą w jakimś nieogrzewanym magazynie, albo wyciągnijcie z zamrażarek mam, babć, wujostwa.

Żurawinę delikatnie rozdrobnić - naruszyć jej strukturę, żeby móc dostać się do miąższu, ale nie zblendować na papkę. Przesypać do zakręcanego naczynia, zalać alkoholem (albo wódką, albo spirytusem, drugi rodzaj alkoholu zostawić na później), zakręcić i odstawić w ciemne, suche miejsce na ok. 2 tygodnie. Co kilka dni wstrząsnąć.

Kiedy alkohol wyciągnie z żurawiny to, co najlepsze, rozpuścić cukier w małej ilości wody lub dodać miód (opcja z 1l wódki), albo rozpuścić cukier w 1,5 - 2 szkl. wody (opcja z 1l spirytusu) i wystudzone dodać do naczynia z żurawiną zalaną uprzednio alkoholem. Nie odcedzać owoców, ale można dodać rozkrojoną laskę wanilii.

Po 2-3 dniach dodać resztę alkoholu, wymieszać i odstawić na kilka tygodni (min. 3). Nie przejmować się, nie zaglądać, nie trzymać na widoku, żeby nie korciło.

Po upływie potrzebnego czasu przelać nalewkę przez gęste sito i spróbować.  Jeśli jest wystarczająco słodka, przefiltrować jeszcze raz przez gazę, jeśli jest zbyt cierpka, dodać miód i odstawić jeszcze na kilka dni, a następnie przefiltrować przez gazę. 

Gdyby przypadkiem sypnęło się komuś za dużo cukru, do gotowej nalewki można dodać plasterki limonki, które zrównoważą smak i jednocześnie spełnią funkcję dekoracyjną.

Na koniec raczyć się w odpowiednim towarzystwie.



Pomimo tego całego, nie do końca pozytywnego wstępu, pragnę podziękować wszystkim pamiętającym o mnie w dniu 8.03. mężczyznom, zarówno tym, którzy zaskoczyli mnie w pierwszych minutach Dnia Kobiet, jak również pozostałym (życzącym i nie życzącym), przesyłającym mi pozytywne wibracje na co dzień. Fajni jesteście!









23 komentarze :

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo Lucy za pomysł oraz dzięki, że zaprosiłaś mnie do tak doborowego towarzystwa!
    Wahałam się, czy wysłać Ci to, co sama napisałam. Nie do końca byłam zadowolona, że wyszło raczej negatywnie. Ale tak to widzę i wiem, że u Ciebie jest miejsce na autentyczność. Ulżyło mi jednak po przeczytaniu wszystkich wpisów - widać, że w takim widzeniu nie jestem osamotniona.
    Czekam z niecierpliwością, co przyniosą nam kolejne literki alfabetu...Pozdrawiam Ciebie oraz wszystkie współautorki :)

    PS. Kasia rozbroiłaś mnie swoim wpisem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Ty jedna miałaś obawy :). Ale rozumiem to - sposób myślenia, a sposób wyrażenia tych myśli słowem do odrębne zagadnienia.
      Punkt widzenia jest podobny, bo z młodości wychodzimy z pewnymi schematami, ale z biegiem czasu łamiemy stereotypy zupełnie niepostrzeżenie, walczymy bowiem o swoje, a nie o cudze.
      Uściski, Moni!

      Usuń
  3. Ale mam uśmiech na twarzy, bo pomimo wielu różnic, nas, kobiety z Twojego otoczenia, łączy radość życia, bez marnowania energii na morderczą walkę o udowadnianie światu, że jesteśmy coś warte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie przychodzi szybko, samo i łatwo. Trzeba się trochę spalić, żeby dojść do sedna płomienia.

      Usuń
  4. żurawinówka na Twoich fotografiach wylewa się boskim aromatem i może jeszcze bardziej boskim smakiem.
    wznoszę więc wirtualny toast za nas, Kobiety, za Twój projekt, za ambicje, których mam dużo, ale jeszcze więcej lenistwa i zapału podpalanego słomą :)
    serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żurawinówka, jak żurawinówka, wolę wiśniówkę, ale toasty za kobiety trzeba wznosić czymś kobieco estetycznym, dlatego ZDROWIE nasze!
      (jakoś w ten słomiany zapał nie wierzę)

      Usuń
  5. To ja w punktach ;) 1) piękne zdjęcia Żurawinówki :) Dawno nie widziałam fotografii kulinarnych na czarnym tle (a gdzieś czytałam, że to właśnie tak wychodzą najlepiej). Aż chce się ją zrobić :) 2) Bardzo ciekawy pomysł na cykl, 3) nienawidzę dostawać prezentów na Dzień Kobiet, wydaje mi się to takie… wymuszone, 4) ambicja to dla mnie jeden z głównych motorów działania. Ale moje ambicje mogą się niektórym wydać nieambitne. Ot, taki paradoks ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat na ciemnym tle zdjęcia robi się najtrudniej, szczególnie w warunkach domowych, przy naturalnym oświetleniu.

      Każdy sądzi według siebie, stąd ta rozbieżność w definicji ambicji. Nie widzę w tym nic złego, różnorodność to siła napędowa.

      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Nie napisałam, nie zdążyłam się, może trochę się bałam, ale wiem, że to był błąd. Lucy, gratuluję pomysłu, bo to będzie seria nie w stulu: radzę, pokazuję, dzielę się. To będzie, już jest właściwie, rozmowa między kobietami. A mnie przeraża jak w tych czasach mało się rozmawia, więc każda wymiana poglądów i zdań mnie raduje :) I przyznam, że cieszy mnie to co napisały Dziewczyny, że nie gonitwa jest dla nich najważniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Cykl będzie nieco modyfikowany, nie zawsze będą to typowo subiektywnie definicyjne wypowiedzi, bo o życie nam tu chodzi, a nie o wymądrzanie się :).
      Naprawdę uważasz, ze ludzie mało że sobą rozmawiają? Może to zależy od tematów, które się utarło poruszać, albo przemilczeć...

      Usuń
  7. Dzięki przede wszystkim, że chciałaś poznać moją opinię na temat ambicji. O fotkach to już pisać nie będę - są tak cudowne, że AMBITNIEJ ;) będę musiała podejść do swojego pstrykania ;) Bardzo ważne dla mnie jest to, co powiedziała Agnieszka. o tym uwieraniu... Czasami chciałabym spuścić na luz, kiedy wykonuję swoje prace, a potem... zaczynam czuć uwieranie i ... jeszcze podszlifuję, podmaluję, poprawię... A i tak mam stres, że coś nie tak zrobiłam... I tak jak napisałaś Iwonie w komentarzu...
    posiadanie ambicji, by żyć wg przteb swego wnętrza a nie otoczenia jest często wypalające... Ale warto..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfekcjonizm nie zawsze jest związany z ambicją :)

      Usuń
  8. Przepiękne zdjęcia , super kadry !
    Świetny pomysł na cykl :) Spojrzenie na jeden temat , z różnych perspektyw jest zawsze dobre - poszerza horyzonty. Z ciekawością będę czytała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, lubię czarne tło i kontrasty, ale dotąd jakoś nie miałam odwagi na zdjęcia w tym klimacie, bo wiadomix, muszą być dopieszczone. Nie wszystkie się udały, bo ... i tutaj lista, ale od czegoś trzeba zacząć :)
      W sprawie blogowej, podaj mi, proszę, swój adres mailowy.

      Usuń
    2. No i dobrze że zdecydowałaś się zrobić takie zdjęcia - bo wyszły super :)
      Mój adres to : rumiankowo76@wp.pl

      Usuń
  9. Bardzo podoba mi się, że podejmujesz temat do tak fajnych przemyśleń. Po przeczytaniu tego, jak inni rozumieją słowo ambicja, sama zaczęłam się zastanawiać nad tym, czym jest dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. jaka szkoda, że nie zdradziłaś się z treścią tych przemyśleń

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla każdej z nas ambicja oznacza coś innego, choć można powiedzieć że wiele z nas ma podobne poglądy aczkolwiek inaczej ubiera je w słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Po raz kolejny - zdjęcia miazga hah :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wreszcie wypowiedz kobiet w moim wieku

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...