W cholernie głupią formę ubrałam przedostatni post, ten o czcionkach. Zapatrzyłam się w te wszystkie na jedno kopyto blogaski, których autorzy z tupetem głupców i wrażeniem mentorów mówią zagubionym co jeść, jak wyglądać, czego używać i skąd to wziąć. Powrót do przy/eszłości mi się przypomina, ale nie ten filmowy, tylko życiowy. Do podstawówki. Wtedy nie można było mieć osobowości, bo cię wyrzucali poza nawias i trzeba było nabrać bardzo grubej skóry, żeby wytrwać na swoim. I tak aż do liceum, gdzie inność była w cenie i znów - hop - na studia. Kto miał szczęście, z buntownika
na przekór rozkwitł w człowieka z osobowością, reszta nadal małpuje tłum.
Nie jestem ofiarą walki wewnętrznej, nie czytuję głupot, choć czytam stale i namiętnie, w szeroko rozpiętym wachlarzu możliwości paraliterackich. Książki książkami, od dawna nie miałam w ręku czasopisma, łatwiejszy dostęp do ciekawostek mam w sieci. Tak mi się okresowo wydaje.
Luty nie jest jednak owocny w doznania słowem pisane.
Staram się gromadzić informacje na temat miejsc, do których warto wracać, wiele z nich od dawna wisi w linkowni u dołu (na dole?) tej strony, ale są też nowe w miejscu zużytych. Nie warto się przywiązywać na siłę, ale też trzeba rozważyć, czy pewnego rodzaju posucha nie jest wynikiem spadku formy, dać szansę, poczekać. Dzisiaj podzielę się z Wami blogami, które inspirują głowę i uwrażliwiają serce. Nie są jednostajnie prostoliniowe, nie dadzą łatwej przyjemności, to musicie wiedzieć na pewno. Każdy osobno o dużej wrażliwości, razem tworzyłyby wrażliwość niebezpieczną.
dziennikistolowe.pl prowadzi Kasia Stadejek, pani z Kukbuka, jak sama o sobie nadmienia na
twitterze i
instagramie, ale ja kocham tylko jej bloga. Za szpaltę, za melodię powstawania potraw, za źródła przepisów, za zdjęcia adekwatne do wymienionych. Amen.
Gdybym o Konradzie Kruczkowskim napisała, że to mężczyzna, który ma mózg w odpowiednim miejscu, popełniłabym ogromne faux pas, bo to mimo szczerych chęci brzmi prostacko, a jego blog
haloziemia.pl nie ma nic wspólnego z masowo ustalonymi normami blogowania (choć jednak otrzymał tytuł bloga roku). Jest antypopulistyczny, proetyczny. Wartościowy, nie wartościujący. Rozważający. Z każdego zdania płynie szacunek - dla błędów, pomyłek, dla człowieka. Oraz nauka. Warto czytać.
Taka Sobie Matka co jakiś czas podkreśla, że ma wady. Tak, jakby zbyt dużo słów uznania w komentarzach, ich wylewność zmuszała ją do zaprzeczenia tym ocenom, wyrównania rzeczywistości z opinią tych, którzy czytają jej teksty nie znając innych czynników ją kształtujących. Niepotrzebnie i potrzebnie. Bo gdyby nie ta skłonność do wzruszenia zbyt mocno wygładzonego obrusa, mogłaby się stać z czasem mniej wiarygodna. Nie, nie za sprawą postępującego narcyzmu, ale wrażenia, które tworzy nie tylko jej pismo, ale też charakter i sposób wyrażania myśli osób do niej zaglądających.
Gdybyś przypadkiem zadławił się przebiegając wzrokiem po literach, które wychynęły spod palców TSMatki, ostatkiem sił, tuż przed omdleniem postaw kropkę w miejscu komentarza. Robimy tak, kiedy żadne słowa nie wyrażą tego lepiej niż te, które ona właśnie popełniła.