Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulturalnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulturalnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Czy wystarczy czytać cokolwiek, czy też istotna jest treść?

W poprzednim poście pisałam o roli propagowania czytelnictwa w rozwoju dzieci i młodzieży. Dzisiaj, z okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich, chciałabym zahaczyć o coś bardziej dorosłego, przynajmniej z nazwy.
Na okres 2014 - 2020 rząd przewidział miliard złotych dla Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa. Instytut Książki bije na alarm, że stan czytelnictwa w Polsce jest zatrważająco niski. Z drugiej strony wielkie wydawnictwa odnotowują spory zyski ze sprzedaży książek. Skąd te rozbieżności?

czwartek, 21 kwietnia 2016

Cała Szwecja czyta dzieciom, a Polska nie ma ochoty.

Każdy, kto mnie dobrze zna wie, że nieustannie coś robię. Kreatywne (uch, coraz bardziej wyświechtane to słowo) rozrywki nie są mi obce. Pomiędzy szydełkiem, ołówkiem i farbami zawsze leży książka, a najczęściej dwie. I jednym i drugim zaraziła mnie mama, z dzieciństwa pamiętam ją albo z książką, albo z drutami w rękach, będącą zawsze gdzieś obok, bez narzucania innym swoich upodobań. Jej obraz na tyle mocno utrwalił mi się w głowie, że w okresie dojrzewania, kiedy rządziły mną hormony, nie próbowałam porządkować swojego świata w oparciu o zakrapiane imprezy i ćmienie szlug za winklem szkoły, zauważyłam bowiem, że lepiej dogaduję się z fikcyjnymi niż realnymi postaciami. W wykreowanym na potrzeby powieści świecie doświadczałam dużo więcej, niż mogłyby mi dać podblokowe spotkania z tymi samymi wciąż rówieśnikami. Nasz szczenięcy świat nie był skomplikowany, obijaliśmy się o te same kolejki po cukier i identyczne jeansy z Pewexu. Kto mógł, wyjeżdżał na wakacje do rodziny na wsi, nieliczni smakowali wycieczek do dedeeru, lecz  przywozili stamtąd walutę zamiast wrażeń. Żyliśmy w spokojnym, ale ubogim w doznania świecie, a ja potrzebowałam stymulacji. Zaliczałam kolejno: swojskie przygody Lindgren, akcję u Nienackiego i dojrzewanie u Siesickiej, ominęłam natomiast całkowicie etap przygód Szklarskiego, moje potrzeby poznawcze przeskoczyły od razu do zagadek kryminalnych Christie i rodzimej Chmielewskiej. Zawsze wolałam bliskie spotkania z wydarzeniami, które potencjalnie mogą mi się przydarzyć (no i jak to się ma do mojego zawodu?). Już wówczas wiedziałam, że z książek dowiem się więcej o ludziach, niż na podstawie tego, co oni sami będą mi w stanie o sobie opowiedzieć.


Byłam kujonem, choć nie z definicji.

środa, 30 marca 2016

przykro

Kompilacja długotrwałego zmęczenia, tragicznych wydarzeń na świecie i wciąż (nie)zaskakująco miałkich, 
bezsensownych relacji polski rząd kontra społeczeństwo plus książka Żulczyka jako ukoronowanie mojego stanu ducha. 

niedziela, 6 marca 2016

comedy channel

Jakoś w czarnej dupie jestem, bo choć coś tam robię i nawet depresja mnie nie dopadła, to niedostatek energii oraz wzmożone moralizatorstwo w stylu wypowiedzi (z zamiarem ewentualnym) razi nawet mnie samą. Nie chce mi się gadać, niewiele mam do powiedzenia, wolę się zaszyć w zaciszu z książką lub dywanem (next in progress) i nie denerwować się łamane na otoczenia. Jednocześnie tęskno mi, Panie za tym moim grajdołem słowa i (rzadziej) posłowia.
Żeby zaistnieć i jednocześnie nie zafiksować się w zatęchłym monologu podrzucę Wam cztery tytuły filmowe z kciukiem w górę lub w nie w górę. W nie górę będzie trudniej, bo fejsbuk dodał jakieś nowe kolorowe, co to niby ma wyrażać emocje, a nie tylko hejt vs. lizusostwo, a ja bym chciała pozostać przy starym, dobrym ignorowaniu tego, czego nie lubię. Tak. Więc. Tylko. Wspomnę. Bo. Cza. Sobie. Pomagać. I. Szanować. Swój. Mój. Twój. Czas.


wtorek, 1 marca 2016

books for life


Trzy krzesełka ode mnie siedzą matka z córką. Matka nieco leciwa, ale werbalnie mocno ożywiona, córka na oko przed trzydziestką (choć różnie być może), przeciwieństwo matki - zadbana, sprawiająca dobre wrażenie pewnej siebie kobiety. Tylka ta jej postawa... Kuli się, gubi, zwija w embrion pod karcącym wzrokiem matki, w której monologu najczęściej pada słowo: powinnaś. Nie widać tego od razu, w kontakcie z personelem medycznym jest uprzejmie zdystansowana, momentami nawet nieco władcza, ale z zachowaniem kultury, jakby całe życie dowodziła kilkudziesięcioosobową grupą pracowników. Mam ochotę potrząsnąć nimi obiema, choć każdą w inną stronę. Córką, wiadomo, żeby się ocknęła i pozwoliła bliskim dostrzec, że jest już dorosła, nawet bardzo dorosła. Matka zaś przyjęła postawę, którą intuicyjnie mam ochotę wykpić. Automatycznie przyjmuję nastrój krytykanctwa i sarkazmu, mam ochotę wycedzić, że czas matki na wychowywanie dziecka skończył się jakąś dekadę temu.
Nieładnie.

poniedziałek, 15 lutego 2016

polecam blogi trzy

W cholernie głupią formę ubrałam przedostatni post, ten o czcionkach. Zapatrzyłam się w te wszystkie na jedno kopyto blogaski, których autorzy z tupetem głupców i wrażeniem mentorów mówią zagubionym co jeść, jak wyglądać, czego używać i skąd to wziąć. Powrót do przy/eszłości mi się przypomina, ale nie ten filmowy, tylko życiowy. Do podstawówki. Wtedy nie można było mieć osobowości, bo cię wyrzucali poza nawias i trzeba było nabrać bardzo grubej skóry, żeby wytrwać na swoim. I tak aż do liceum, gdzie inność była w cenie i znów - hop - na studia. Kto miał szczęście, z buntownika na przekór rozkwitł w człowieka z osobowością, reszta nadal małpuje tłum.
Nie jestem ofiarą walki wewnętrznej, nie czytuję głupot, choć czytam stale i namiętnie, w szeroko rozpiętym wachlarzu możliwości paraliterackich. Książki książkami, od dawna nie miałam w ręku czasopisma, łatwiejszy dostęp do ciekawostek mam w sieci. Tak mi się okresowo wydaje.
Luty nie jest jednak owocny w doznania słowem pisane.
Staram się gromadzić informacje na temat miejsc, do których warto wracać, wiele z nich od dawna wisi w linkowni u dołu (na dole?)  tej strony, ale są też nowe w miejscu zużytych. Nie warto się przywiązywać na siłę, ale też trzeba rozważyć, czy pewnego rodzaju posucha nie jest wynikiem spadku formy, dać szansę, poczekać. Dzisiaj podzielę się z Wami blogami, które inspirują głowę i uwrażliwiają serce. Nie są jednostajnie prostoliniowe, nie dadzą łatwej przyjemności, to musicie wiedzieć na pewno. Każdy osobno o dużej wrażliwości, razem tworzyłyby wrażliwość niebezpieczną.




dziennikistolowe.pl prowadzi Kasia Stadejek, pani z Kukbuka, jak sama o sobie nadmienia na twitterze i instagramie, ale ja kocham tylko jej bloga. Za szpaltę, za melodię powstawania potraw, za źródła przepisów, za zdjęcia adekwatne do wymienionych. Amen.






Gdybym o Konradzie Kruczkowskim napisała, że to mężczyzna, który ma mózg w odpowiednim miejscu, popełniłabym ogromne faux pas, bo to mimo szczerych chęci brzmi prostacko, a jego blog haloziemia.pl nie ma nic wspólnego z masowo ustalonymi normami blogowania (choć jednak otrzymał tytuł bloga roku). Jest antypopulistyczny, proetyczny. Wartościowy, nie wartościujący. Rozważający. Z każdego zdania płynie szacunek - dla błędów, pomyłek, dla człowieka. Oraz nauka. Warto czytać.




Taka Sobie Matka co jakiś czas podkreśla, że ma wady. Tak, jakby zbyt dużo słów uznania w komentarzach, ich wylewność zmuszała ją do zaprzeczenia tym ocenom, wyrównania rzeczywistości z opinią tych, którzy czytają jej teksty nie znając innych czynników ją kształtujących. Niepotrzebnie i potrzebnie. Bo gdyby nie ta skłonność do wzruszenia zbyt mocno wygładzonego obrusa, mogłaby się stać z czasem mniej wiarygodna. Nie, nie za sprawą postępującego narcyzmu, ale wrażenia, które tworzy nie tylko jej pismo, ale też charakter i sposób wyrażania myśli osób do niej zaglądających.
Gdybyś przypadkiem zadławił się przebiegając wzrokiem po literach, które wychynęły spod palców TSMatki, ostatkiem sił, tuż przed omdleniem postaw kropkę w miejscu komentarza. Robimy tak, kiedy żadne słowa nie wyrażą tego lepiej niż te, które ona właśnie popełniła.









piątek, 29 stycznia 2016

w makrokosmosie neuronów i pośród córek - krów


Kiedy idziesz ulicą, nie dostrzegasz detali, spieszysz się, albo przeciwnie, kontemplujesz wolność i swobodę. wypijasz zbyt drogie latte depcząc kocie łby. Rzadko zatrzymujesz się nad czymś nieco dłużej - niewiele, tylko tyle, żeby zauważyć, złapać myśl, dać jej rozkwitnąć i wystrzelić fajerwerkami w różne rejony twojej percepcji. Pobudzić.
Lubisz swoją strefę komfortu, niechętnie poza nią wykraczasz. Każdy lubi.
Wolisz zrobić, zobaczyć, doświadczyć mniej, ale we własnym tempie i według określonych potrzeb.
Masz potrzeby, indywidualne.
A może miewasz.

środa, 18 listopada 2015

Ten stan. Depresyjno - przedświąteczny

Znacie ten stan - budzisz się z resztkami snu na powiekach, snu, w którym mąż zdradza Cię z blond dziunią z banku w Twoim własnym domu i cały dzień masz naznaczony wkurwem? Gówniana sprawa. Nie dręczy Cię tak bardzo potencjalność skoku w bok, ale emocje, które w tym śnie przeżywałaś - namacalne, do szpiku kości realne, ale przede wszystkim takie, o które się nie podejrzewałaś. I ten listopad na dodatek. Kochasz go za nastrój do zaszycia się w domowych pieleszach z kubkiem kakao, książką i włóczką, ale nie jesteś w stanie polubić skutków ubocznych w postaci spadku formy i nastroju. Jakby tego było mało, po raz enty masz zapalenie pęcherza. Pierdolnik w domu z powodu remontu, który będzie trwał do grudnia. Dwa wypryski na twarzy, choć już dobrych kilka lat temu zapomniałaś, co to takiego. Puste konto, bo wyszło Ci wszystko - od kosmetyków, przez ubrania, po meble i dodatki oraz półprodukty do wyrobu prezentów gwiazdkowych. A potem przypominasz sobie, że masz dzień wolny i przy odrobinie szczęścia nie trafisz na dzikie tłumy w kinie.

wtorek, 17 lutego 2015

słowem i szkiełkiem malowane

od dwóch miesięcy czytam, oglądam, pracuję i tak w koło macieja. wiadomix, życie ma wiele wypełniaczy, na przykład konieczność codziennego mycia głowy, bilansowania posiłków, grania w warcaby z dziećmi, depilowania nóg i szczotkowania psa. oraz. kilku. jeszcze. bardziej. przyziemnych. spraw. niemniej jednak poza minioną godziną, która upłynęła mi na bezsensownym śledzeniu łola na fejsie, ograniczam się w większości do trzech wymienionych na początku czynności (plus co najmniej dwie godziny dziennie przeznaczam na fitness, to moja wielka miłość ostatnio). i o świętej trójcy właśnie dzisiaj będzie, z wyłączeniem najwyższego, na którego spuszczam kurtynę milczenia. no bo komu by się chciało gadać o pracy...

my boy, reading, charlotte link, love to read

środa, 28 stycznia 2015

czytanie rzeczą (nie)ludzką

uwielbiam ludzi, którzy czytają. oczywiście wolę tych, których gust literacki pokrywa się z moim, ponieważ - nie oszukujmy się - milej spędza się czas w towarzystwie osoby, z którą nie trzeba rozmawiać o pogodzie, prawda?
nieprawda. ludzie deklarują, że czytają, ale nie potrafią o książkach rozprawiać. najczęściej słyszę: wpadło mi w ręce to i to, zarąbiste, przeczytaj. no błagam, takie wymiany spostrzeżeń toczyli neandertalczycy na poziomie wydawania z siebie jakichkolwiek odgłosów. unga bunga.

generalnie ciężko o rozmowę, która wykracza poza przestrzeń finansowych osiągnięć i zdobyczy materialnych. tu nowe buty, tam jakaś madera w weekend, a z drugiego końca dobiega żałosny skowyt, jak to ciężko w tych czasach, frank taki drogi i na mięso nie wystarcza. drodzy państwo, żeby było śmieszniej - wydałam ostatnie pieniądze na kozaki w promocji gino rossi i od dwóch dni wyjadamy zapasy ze spiżarni. tylko tak naprawdę kogo to interesuje? tych samych, którzy drwią z kandydatki lewicy na prezydenta, pani ogórek na przykład? o panu ogórku niewielu słyszało, a to zacna postać jest, warto by było się zapoznać, bo jeszcze żywa i w kwestii literackiej co nieco ma do powiedzenia. michał ogórek, dla ścisłości. ten sam, którego możecie zobaczyć podczas prasówki w programie śniadaniowym tvn. choć może to było u szulim? nieistotne, kto kojarzy facecika z muszką, ten znalazł. swoją drogą niewielu potrafi w ciągu kilku minut wyjść elegancko z opresji komentowania publikacji prasy wszelakiej.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

o, ludu! luzu i świadomości, fifty-fifty

winter, mazowsze

Miałam napisać o reportażu Hatalskiej dot. generacji Z, ale w myślach przeżułam go i wyplułam w dosłownie kilka minut. Fajnie jest się pobawić w socjologa we współpracy ze znaną marką sponsorującą, miło poczytać, że te nasze dzieci wcale nie są takie złe, nawet zapatrzone w zdobycze technologii, tylko gdzie tu realna podstawa do tych wniosków? O ile w moim domu dostęp do urządzeń powiązanych z internetem dzieci mają wyłącznie w celach fotograficznych, o tyle często spotykam się z przypadkami totalnego zaćmienia młodzieży i orbitowania wokół łatwej formy socjalizacji.
Powiecie, że mam ograniczony punkt widzenia ze względu na wiek własnego potomstwa i wnioski wynikające z jakichś tam relacji z bliskim otoczeniem. Mam, podobnie jak Hatalska. Wyselekcjonowana grupa badawcza nie jest podstawą rzetelnego badania, myślenie autora bywa zaś w wielu momentach życzeniowe. Kto by nie chciał, żeby świat był lepszy niż się prezentuje? Są ludzie, którzy z obserwacji tworzą wydarzenie, ale są i tacy, którzy dostrzegają w życiu detale niezależnie od miejsca, czasu i celowo stworzonych ku temu warunków.

czwartek, 22 stycznia 2015

linki, sznurki, gumki z majtek


kapuściński, kawał egoisty, ale i świetnego faceta, powiedział w wywiadzie, że jeśli się w dzisiejszych czasach pisze, trzeba bardzo dużo czytać. nie do końca ułożyłam się ze składnią, ale pomijając pierdoły sens tej prostoty powala na kolana. rysiek trafił w sedno (wszystkie ryśki to fajne chłopaki), choć nie jestem pewna, czy zorientował się o dwuznaczności tej wypowiedzi. wyedukowany kulturalnie czytelnik z każdą przeczytaną książką, obejrzaną wystawą, spektaklem czy filmem osiąga pewien stopień wtajemniczenia, który przestaje mu wystarczać po zaspokojeniu potrzeby wiedzy (ergo przyjemności). różnorodność jest w cenie. z drugiej strony autor mający apetyt na większe grono odbiorców musi wiedzieć, co nas kręci, co nas podnieca. masówka daje profity, jednak trywializuje jakość.

czwartek, 11 grudnia 2014

grudniowe wyzwanie fotograficzne

dogorywając wczoraj w pracy zastanawiałam się, o której godzinie dzisiaj wstać, żeby mieć dobre światło do zdjęć. 
niepotrzebnie. 
wstałam o drugiej, poległam po godzinie, a później o czwartej i tak zleciało. w rozgrywce planowanie vs. los znów przegrywam mimo, że zapisuję maczkiem ostatnie karty mojego czerwonego moleskine od +pshoom. 
gdyby nie to, że czeka mnie jeszcze nocna zmiana, zdjęcia wyzwaniowe byłyby nieco bardziej dopracowane i w zupełnie innej stylistyce. niestety, zaskoczona gorączką młodego dysponowałam jedynie sczerniałymi bananami, które posłużyły jako baza do ciasta, wychodzącą herbatą, a także orzechami brazylijskimi i cynamonem, których nikt nie chce zużyć. 
epicentrum całego zamieszania jest śnieżynka, moja jedyna świąteczna dekoracja natenczas. nie wiem, czy ja się w ogóle do świąt wyrobię z myśleniem o nich, nie mówiąc o jakichś tam duperelach. duperele istotne poszły bowiem w świat, resztę się ogarnie w wigilię. rzekłam.

crochet, crocheting, snowflakes, banana&chocolate cake, food photography, xmas, christmas time, decorations, świątecznie, boże narodzenie, hello december

piątek, 12 września 2014

mój pierwszy raz w dziesięciu odsłonach, czyli #bookchallenge i nieco o #icebucketchallenge

Łańcuszki... brrrr. Kali nie lubić. 
Ja cię klepnę w pośladek, ty oddaj w kolanko, ale broń Boże nie sięgaj dalej, bo będzie to oznaczało, że odstajesz. Nie zrozumiałeś przesłania, matole! Masz się wtopić w tłum, a nie podkreślać swoją odrębność.
I odwrotnie. Zabłysnę! W końcu zaistnieję, pokażę innym swoją wyższość!
Tylko z tym kojarzą mi się tasiemcowe zabawy rodem z przedszkola. O ile w wieku kilku lat ma to swoje uzasadnienie, o tyle doświadczony, myślący człowiek powinien prezentować sobą coś więcej niż utarty na przełomie wielu lat schemat. Niejeden próbował wyjść z tego z twarzą, ale najczęściej przepadł przygnieciony marazmem powielanych przez tłumy pomysłów. Z wiatrakami się wszak nie walczy.

Taka jestem mądra, ale i ja niejeden łańcuszkowy grzeszek mam na sumieniu. Chciało się przynależeć do grupy, szukało się najprostszych rozwiązań. Dzisiaj nie silę się na oryginalność, po prostu grzecznie wymiksowuję się, bądź płynę na fali własnej prawdy. Istotny jest temat i cel, a nie fakt, że znalazł się ktoś, kto cię w końcu nominował.

Kiedy Polskę ogarnął szał wyzwania Ice Bucket Challenge, zastanawiałam się jak moją ewentualną odmowę przyjmie ogół. Nie chciałam szukać wymówek jak ci, którzy z westchnieniem ulgi przyjęli wystąpienie Janiny Ochojskiej. Nie dowiemy się już tego, nikt mnie nie nominował i szczerze mówiąc nawet nie poczułam zawoalowanego uczucia zazdrości i wykluczenia, które zazwyczaj w takich wypadkach czają się w zakamarkach myśli. Mimo, że byłam zniesmaczona postawą uczestników wyzwania, chętnie podglądałam tych, którzy mieli w tej kwestii coś do zaoferowania. Widziałam nagie biusty, poddane działaniu grawitacji, nieudolne próby uniesienia kilkunastu litrów wody i ciekawe pomysły na aranżację zdarzenia, na przykład na prywatnym profilu fejsbukowym Moaa, której wtórował aplauz motorniczego. I to tyle, jeśli chodzi o przesłanie Ice Bucket Challenge. Fakt, zebrało się sporo pieniędzy, fakt, podało się do publicznej wiadomości informację o chorobie, o której prawie nikt do tej pory nie słyszał, ale długoterminowo nie ma to większego sensu. Mieliśmy kilkutygodniowe szoł, zapoczątkowane prze celebrytów, które mógł sobie urządzić każdy śmiertelnik i poczuć się dzięki temu jak pan świata. A dobroczynność... o tym innym razem, bo mam całkiem rozbudowane przemyślenia na ten temat.

Żeby nie być bucem pełną gębą przyznam się, że są zabawy, które mnie kręcą. I tak na przykład Marysia pogoniła mnie pejczykiem, oto więc wystawiam się na publiczną chłostę w kwestii literatury, która odcisnęła na mnie wyraźne piętno. Uproszczony temat brzmi: 10 najważniejszych książek w twoim życiu, ale czy można sprawy najwyższej wagi określić konkretną liczbą? I jak je sklasyfikować? Według jakich kategorii wybierać?
Okazuje się, że ten problem rozwiązał się samoistnie - wszystkie pozycje, które przyszły mi do głowy jako pierwsze, związane są z pewną odmianą mojego pierwszego razu. Oczywiście, później zaczęłam kombinować, wyszukiwać, ważyć i porównywać, ale suma summarum pozostałam przy początkowym zamyśle.


polka gretkowska, nieznośna lekkość bytu kundera, król szczurów clavell, chłopiec z latawcem hosseini, oskar i pani róża schmitt, dom dusz dom duchów allende, koniec świata i hard-boiled wonderland murakami, zakonnica diderot, wielki gatsby filzggerald, małe lisy bargielska


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...